Skąd bierze się nieprzyjemny przeciąg
Klasyczny klimatyzator wyrzuca powietrze jednym strumieniem, kierowanym przez ruchome żaluzje. Przy wyższych obrotach strumień ma zauważalną prędkość, a że schłodzone powietrze jest cięższe od ciepłego, po kilku metrach zaczyna opadać. Efekt: nawet przy żaluzjach ustawionych w górę chłód po kilkunastu minutach ląduje na osobie siedzącej pod urządzeniem.
Drugi czynnik to różnica temperatur: im niżej ustawiona temperatura zadana, tym zimniejsze powietrze wychodzi z jednostki i tym mocniej odczuwamy je na skórze. Trzeci to rozmieszczenie. Jednostka naprzeciwko biurka albo łóżka zawsze będzie problemem, niezależnie od modelu. Producenci odpowiadają na to osobnymi seriami urządzeń, a przykłady takich modeli zebrała oferta klimatyzatorów Midea z liniami Breezeless i Breezeless Plus. Zanim jednak przejdziemy do sprzętu, warto zrozumieć, na czym polega sama zasada działania.
Jak działają rozwiązania bezprzeciągowe
Zasada jest prosta: zamiast jednego skoncentrowanego strumienia urządzenie rozprasza powietrze na wiele drobnych. Służy do tego panel z tysiącami mikrootworów, przez który powietrze przechodzi, zanim trafi do pomieszczenia. Prędkość spada, a efekt wiania praktycznie znika.
Tryb bezprzeciągowy zwykle nie działa cały czas. Urządzenie startuje normalnie, żeby szybko schłodzić pomieszczenie, a dopiero po osiągnięciu zadanej temperatury przełącza się na pracę rozproszoną, bo chłodzenie przez mikrootwory jest wolniejsze.
Komu ta funkcja szczególnie się przyda?
Osobom pracującym zdalnie. Kilka godzin dziennie w tym samym miejscu to scenariusz, w którym przeciąg daje się we znaki najbardziej.
Rodzicom małych dzieci, bo bezpośredni nawiew na śpiące dziecko to jedna z najczęstszych obaw przy montażu.
Osobom z problemami zatok i kręgosłupa szyjnego, gdzie różnica bywa odczuwalna od pierwszego dnia.
W małych pomieszczeniach. Przy pokoju o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych nie ma gdzie uciec od strumienia powietrza, więc jego rozproszenie zmienia komfort bardziej niż w dużym salonie.

Czego ta technologia nie załatwi?
Nie zastąpi prawidłowego doboru mocy. Przewymiarowane urządzenie nadal będzie pracować krótkimi cyklami i startować z mocnym nawiewem, zanim przejdzie w tryb bezprzeciągowy.
Nie naprawi złego miejsca montażu. Jednostka nad łóżkiem pozostanie jednostką nad łóżkiem, tyle że z łagodniejszym strumieniem.
Nie wpłynie na osuszanie powietrza. Uczucie parności bierze się z wilgotności, a nie z prędkości nawiewu, i rozwiązuje je odpowiedni czas pracy urządzenia, nie sposób rozprowadzania powietrza.
Nie oznacza też ciszy. Poziom hałasu zależy od konstrukcji wentylatora i biegu pracy, więc to osobny parametr do sprawdzenia w danych technicznych.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze?
Jeśli zależy Ci na tej funkcji, sprawdź trzy rzeczy w karcie produktu. Po pierwsze, czy tryb bezprzeciągowy obejmuje też grzanie, bo część modeli stosuje go wyłącznie przy chłodzeniu. Po drugie, jak wygląda czyszczenie panelu z mikrootworami, bo to element, który z czasem się zakurza. Po trzecie, czy funkcję da się włączać ręcznie, czy uruchamia się wyłącznie automatycznie po osiągnięciu zadanej temperatury.
Porównaj też warianty mocy w obrębie jednej serii. Urządzenia z tą technologią występują zwykle w kilku typoszeregach, od około 2,6 do 7 kW, więc dobierzesz wersję i do sypialni, i do większego salonu.
Alternatywa: dobre ustawienie zwykłego klimatyzatora
Jeżeli masz już urządzenie bez tej funkcji, kilka rzeczy poprawia komfort bez wymiany sprzętu. Ustaw żaluzje poziome maksymalnie w górę, tak żeby powietrze szło pod sufit i opadało dopiero po drugiej stronie pokoju. Włącz oscylację pionową, dzięki czemu strumień nie trafia stale w to samo miejsce. Podnieś temperaturę zadaną o jeden, dwa stopnie i zmniejsz bieg wentylatora, bo wolniejszy nawiew jest znacznie mniej odczuwalny. W wielu przypadkach to wystarcza, żeby przestać odczuwać przeciąg.